Pokrótce zrelacjonuje mój/nasz wyjadz (zabrałem żonę i 15 miesięczną córkę).
Transport - oczywiście samolot (4,5 h lotu).
Tuż przed lądowaniem

Lądowaliśmy na lotnisku w Sharm El Sheikh. Pierwsze wrażenie po wyjściu z samolotu to jakby ktoś młotkiem walnął - TAK GORĄCO . Ok. 38 stopni w cieniu I uzbrojeni policjanci przy samolocie.
W hali przylotów akurat trafiliśmy na czas modlitwy . Trochę dziwne wrażenie.
Po odprawie pokonaliśmy jeszcze 80 km do miejscowości Dahab przez kawałek kamienistej pustyni i w większości przez góry - też kamieniste.
Teren przed lotniskiem

Kawałek pustyni i gór



Mieszkaliśmy w hotelu Dahabeya- pierwszy raz tam byłem i gorąco polecam

Warunki rewelacja. Obowiązkowa klima w pokojach, dobre żarcie , basen , Morze Czerwone 50 m od hotelu.

Tylko jedno ale - brak żeńskiej obsługi hotelu.
Sami faceci. Ich chyba pogięło!!! Faceci w kuchni, na zmywaku, na basenie, sprzątanie pokoi, w barze - dosłownie WSZĘDZIE!!!
Ale trochę wiedziałem jak tam będzie to wziąłem ze sobą na wszelki wypadek żonę.

razem z córeczką

Temperatura w dzień sięgała ok. 38 stopni w cieniu.
Mieliśmy do dyspozycji basen - ok 28 stopni temperatura wody w nim. Służył głownie do ochłody bo w morzu oda miała 30 stopni - szok.


Zwiedzać tam na miejscu to raczej nie ma co. Dahab jest małym miastem. Jest tam centrum - szeroka aleja - Mastab, gdzie można kupić pamiątki i tym podobne. I zawsze cena jest specjalna dla Ciebie - tak mówi każdy sprzedawca. Jak potrafi ktoś się targować to można zbić cenę nawet do 40% tego co było na początku.
To ja razem z córką - Sybillą właśnie w tym centrum.

a teraz cała trójka

Zwiedzać to tam nie ma za bardzo co , więc po parę godzin dziennie pływałem na desce

Warto wybrać się ba niewielkie safari i pojechać do zatoki Blue Hole. Świetne miejsce do nurkowania na rafie koralowej. Sam dojazd jest już emocjonujący.
Jechaliśmy odkrytymi jeepami przez pustynię tak z 80-90 /h bez szyb w drzwiach szoferki, zamknięcia , uchwytów by się przytrzymać. Wyjeżdżając ze strefy zabudowanej są kontrole wojskowe - dodam że uzbrojone i to dość mocno - ale 2 paczki ryżu załatwiają sprawę i jedziemy dalej.
a nad samą zatoką to jest tak:

Jest też tam oczywiście miejsce do odpoczynku po nurkowaniu

Co do ich jazdy , a szczególnie nocą to mają tamtejsi kierowcy specyficzny zwyczaj jazdy przez pustynię bez świateł.
Światła i klakson służą do czego innego niż u nas. Dojeżdżając do skrzyżowania , ten który wcześniej zatrąbi lub mrugnie światłami to ma pierwszeństwo - fajny zwyczaj.
Tubylcy nie są nachalni, lecz o wszystko można, a nawet trzeba się targować, o ceny taksówek też.
Nie wolno pić tamtejszej wody, nawet przegotowanej bo inaczej zemsta faraona cię doścignie (popularna sraczka). Zęby myliśmy używając wody mineralnej kupionej w sklepie (w Hotelu ta sama kosztuje z 5 razy więcej). Polecam Neste . Bakara jest niesmaczna.
Bierzemy ze sobą dolary bądź euro. Tamtejsze bankomaty potrafią zamienić tą walutę na ichniejszą (funt egipski).
Przed powrotem należy zaopatrzyć się w wodę na przelot samolotem i coś do jedzenia bo na lotnisku 0,5l kosztuje ok. 10 zł a Mars 6zł po przeliczeniu.

